Wstecz

2012.11.16 Nowy koń w naszej stajni.

Alexis, siedmioletnia klacz o ciekawym, srokatym umaszczeniu do niedawna była własnością naszej przyjaciółki Marioli, choć pracowała u nas już od 3 lat. Historia tego konia w naszej stajni, opowieść o budowaniu zaufania, pracy u podstaw i miłości, która sprawiała że histeryczka stała się opanowaną "nauczycielką" dzieci . Na początku tej drogi nie można było nawet do Alexis podejść. Nie miała zaufania do ludzi i innych koni, zdominowana przez stado stawała się coraz bardziej nerwowa, czasami wręcz niebezpieczna. Jedynym koniem, którego bezgranicznie akceptowała był Heliosa 14-letni wałach. Nie odstępowała go dosłownie na krok, a jak tylko Helios zniknął jej z pola widzenia, natychmiast wpadała w panikę.

Na początku Alexis nie rokowała zbyt dobrze, ale wzięliśmy ją do naszej stajni właściwie po to by ją na nowo ujeździć i doprowadzić do tego aby można było spokojnie wybrać się na niej w teren. Pamiętam godzinne przyuczanie do ogłowia i siodłania, nie mówiąc już o rozczyszczaniu kopyt. W terenie najmniejszy strumyczek był nie lada wyzwaniem, a "przeprawa" przez niego trwała w nieskończoność... Ale cierpliwość, godziny pracy na rundpenie  i sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać. Skupienie na człowieku i join-up robiły cuda. Co prawda na jednej z jazd w terenie Dominika dostała „z szyi” w nos aż krew się polała, ale "psychoterapia" powoli przynosiła efekty.

Przejeździliśmy na niej 3 sezony. Z rozhisteryzowanej panikary, Alexis stała się jednym z fajniejszych koni. Ostatni sezon przejechałem na niej jako czołowy, a nasz  Mikołaj właśnie na niej odbył swoje pierwsze  "samodzielne" jazdy. Od tego momentu Alexis stała się jego ulubionym koniem.

Jesienią,  jak zawsze po sezonie konie, które przyjeżdżają do mnie do pracy wracają do swoich stajni. Alexis także została odwieziona, o czym poinformowałem Mikołaja - nieświadom konsekwencji... Nie wyobrażacie sobie, jaka była awantura, jaki płacz. Jak mogłem wywieźć jego najukochańszego rumaka? Chcąc nie chcąc, po na radzie rodzinnej postanowiliśmy Alexis wykupić. Mariola podeszła do tego z wielkim zrozumieniem, wiedząc jak może się czuć tak mały miłośnik koni, kiedy jego ukochanego przyjaciela „wywożą gdzieś daleko”. Sprzedała nam więc Alexis, ale pod warunkiem, że to będzie koń Mikołaja.

I tak "łatkowata" (cyt. Mikołaj) Alexis wróciła do nas już na stałę, z czego i ja i Mikołaj jesteśmy bardzo zadowoleni.




Podziel się z nami swoją opinią!

Wstecz