Wstecz

2010.10.05 Jasło z buta i kopyta.

Większość normalnych ludzi zdobywa bieszczadzkie szczyty "po bożemu" z buta. Do tego wybierają zazwyczaj na tyle sprzyjającą aurę, żeby - jak już wlezą - coś było z tejże widać.

Ale dwóch napaleńców, nie dość, że w mżawce i we mgle, to jeszcze  - o zgrozo - konikami na Jasło dojechała. No częściowo wjechała, bo część drogi pieszo i konie wciągając - mądre zwierzaki, z góry wiedziały, że leźć nie ma, po co bo widoki żadne.

Ale chłopaki (zaopatrzone w piersióweczkę z cytrynóweczką) szczęśliwe i dumne. Piter ma doświadczenie w zdobywaniu Jasła - albo skuterem śnieżnym, albo koniem - a na nogach to nie łaska...?




Podziel się z nami swoją opinią!

Wstecz